Pięta achillesowa w kuchni

 

Pięta achillesowa w kuchni


Jedni z nas są świetni w daniach słonych, a inni w deserach. Jednak każdy ma swoją tzw. piętę achillesową. Chciałabym dzisiaj wspomnieć o swoich  4 głównych problemach, z którymi borykam się w kuchni odkąd pamiętam.

Nuda w kuchni

Bardzo często występuje u mnie nagły zryw i przypływ wielu pomysłów na nowe dania, a później przychodzi przestój i brak chęci. Mam wrażenie, że wiecznie na stole królują te same dania. Jak zaczynam planować menu na kolejny tydzień to wówczas jestem już przerażona. Muszę się przyznać, że często wygrywa tutaj lenistwo na tyle, że nawet nie chce mi się przeglądać innych przepisów, aby się zainspirować.
 
Jak sobie z tym radzę?
Tutaj są tylko dwa sposoby: zmuszam się do wymyślenia czegoś nowego, ale nigdy nie jest to nic rewelacyjnego albo czekam jak zły czas minie i znowu zapali się światełko. 

Zbyt duże porcje

Problem, który towarzyszy mi praktycznie od początku. Nigdy nie potrafiłam wymierzyć odpowiednich porcji dla dwóch osób. Najczęściej były to zbyt duże ilości ziemniaków, ryżu, mięsa. Nie wszystkie dania nadawały się do odgrzania albo po prostu wówczas traciły swój smak. Denerwowało mnie uczucie marnowania jedzenia.

Jak sobie z tym radzę?

Jak to mówią praktyka czyni mistrza – można powiedzieć, że wciąż z tym walczę, ale jest coraz lepiej. Nauczyłam się również wykorzystywać gotowe produkty, których mam w nadmiarze w innych daniach, np. na kolejny obiad albo zbyt dużą ilość ryżu wykorzystuje do przygotowania paprykarza.
 
 
Pięta achillesowa - jak zaradzić?
 

Zbyt gęsty sos

Mam tutaj na myśli zwykły sos obiadowy np. do rolad. To chyba jest moja największa zmora i często niestety wciąż jest to loteria. Raz wyjdzie za gęsty, raz w sam raz.
 

Jak sobie z tym radzę?

Staram się przygotować bardziej rzadką mieszankę wody z mąką, ale w większych ilościach. W razie czego mam również przygotowaną wodę. Jakiś czas temu przeczytałam, ze należy dodać kilka kostek lodu. Jeszcze tego nie próbowałam, ale wszystko przede mną.
 
 

Zbyt słone lub zbyt ostre

Tutaj pojawia się różnica w kubkach smakowych moich i męża. Niestety uwielbiam sól i bardzo często to co dla mnie jest w sam raz, dla niego jest zbyt słone. Drugą sprawą jest ostrość, której jestem fanką, a mój mąż wręcz przeciwnie.
 

Jak sobie z tym radzę?

Szczerze mówiąc wciąż nad tym pracuję i szukam złotego środka. Często dodaję dużo mniej przypraw i doprawiam sobie dopiero na talerzu.
 
Oczywiście na większość problemów jest jakiś ratunek, o czym pojawił się już wpis.
 

A co jest waszą piętą achillesową w kuchni? Jak sobie radzicie?